przez Martę Kilian

9 stycznia 2012

wariacja na temat nieznanego

Do C.

Tak wiele się zmienia. Nieustannie.
A może pozostaje nietknięte, tylko to ja patrzę inaczej? Ciemność tak się rozjaśniła, koszmar zdążyłam pokochać, w wiarę zwątpiłam, raj okazał się być piekłem, a wieczność minęła jak sekunda...?
Nie znałam tego wcześniej - mój cień jednak obserwował wszystko z boku, a później przekazał mi swoje spostrzeżenia. Poznałam obie strony księżyca; ciemną, której nikt nie widuje i jasną, widoczną każdej pełni.
Być może właśnie to, czego nie znamy wydaje się być piękne, a po poznaniu zmienia się w coś gorszego. Niestety, byłoby zbyt pesymistycznie, na moje szczęście. Kolejny raz uderzyłam głową w mur, obaliłam ponownie moją idiotyczną teorię dotyczącą cudowności rzeczy nieznanych!
Stale chcę coś odkrywać. Jakieś kolejne emocje, które targają człowiekiem, czyniąc go marionetką emocji, uczuć i pragnień. I zapragnęłam czegoś jak jeszcze niczego na świecie.
Zapanować nad tym, co panuje nad człowiekiem.
I wtedy, w takiej krótkiej chwili pożądania władzy nad samą sobą, dotknęłam całym ciałem świadomości, że znam coś, i nigdy nie uda mi się zapanować nad tym. Czasami coś tak prostego, coś tak oczywistego i zwykłego uderza tak swoją potęgą i siłą, że miażdży.

Nie potrafię przestać kochać.
Nie chcę.

Nawet, kiedy zarażasz mnie swoją teorią sznurka i samoistnego rozwiązania życia, nie przestanę. Nie chcę.

Albo kiedy tak Ci marudzę, bo brakuje mi moich 185 centymetrów szczęścia.
Nie chcę.

Może warto nie poddać się i walczyć o nieznane? Nie wszystko, co poznajemy musi być brzydkie... Może rzeczywiście, druga strona księżyca skrywa raj?


Sztuka jest najgłupszą rzeczą jaką wymyślił człowiek , a skoro ją wymyślił, nie mogło jej być wcześniej. Wykreowana przez artystę na potrzebę artystów, całkowicie pozbawiona logiki. Decydują o niej gusta i guściki, na temat których się nie dyskutuje, a bez których sztuka nie ma żadnej wartości. Nikt nie jest w stanie ocenić jej sensu, bo nie istnieje. Są tylko artyści z niespełnionymi ambicjami uważający siebie za bóstwa, bo robią coś, co nikomu się nigdy nie przyda.