przez Martę Kilian

23 listopada 2012

przerywnik listopadowy


Do mojej najdroższej M.



To ta sama, zimowa mgła w listopadzie.

Rozdano karty. Mogłam się spodziewać, że już gdzieś widziałam tę opowieść, jaką wysnuła ironia losu.
Widziałam to, kiedy grałam jedną z głównych ról. Tuż przy Tobie.
A późniejsze sceny miesięcy tylko powiększały wagę, jaką miałam dla Ciebie. Wtedy mogłoby się to wydawać być dziwne, jak można jeszcze bardziej połączyć pączek z kwiatem, ale dzisiaj...

Ech. Dzisiaj.
Jedynie wszystko do mnie tak mocno wraca, tak woła o Twój uśmiech, bo kiedy śmiejesz się, wszystko staje się takie kolorowe, szczęśliwe, prawdziwe. Wtedy czuję, że żyję, że to nie jest tylko złudny sen... choć paradoksalnie czuję się, jakbym śniła.

Dla mnie to były kamienne schody donikąd, jednakże... W czasie tej wędrówki nauczyłaś mnie, jak mam żyć, co mam robić, aby być szczęśliwa i dawać to szczęście innym.  I oddam Ci je. Pomnożone przez własną wartość.






Wiesz, tak łatwo było o tym wszystkim zapomnieć...
Sztuka jest najgłupszą rzeczą jaką wymyślił człowiek , a skoro ją wymyślił, nie mogło jej być wcześniej. Wykreowana przez artystę na potrzebę artystów, całkowicie pozbawiona logiki. Decydują o niej gusta i guściki, na temat których się nie dyskutuje, a bez których sztuka nie ma żadnej wartości. Nikt nie jest w stanie ocenić jej sensu, bo nie istnieje. Są tylko artyści z niespełnionymi ambicjami uważający siebie za bóstwa, bo robią coś, co nikomu się nigdy nie przyda.