przez Martę Kilian

11 września 2013

przerywnik wrześniowy

Powietrze pachnie jesienią.

Kolejny rok, w którym będę wstawać o świcie tylko po to, aby rozkoszować się widokiem pierwszych, złocistych promieni słońca z mleczną kawą z czekoladą i cynamonem. Moją kawą spokoju.

Dwa lata temu byłam ciekawa, dlaczego czułam pewne ostrzeżenie. Dziwny niepokój, truciznę, która zakłócała rozkoszowanie się spokojem jesieni. Z perspektywy dni  wszystko stało się takie jasne, klarowne. Nadchodzi czas, w którym będę musiała przejść na drugą stronę mostu, wrócić i spalić go. Bez pustki w oczach, bez wspomnień. 
Spalę wszystko zimnym płomieniem. 
Mój mały, zimny płomień, którego bestie nigdy nie zniosą.
Jeszcze rok temu czułam żal. Rok temu to bolało, krwawiło, było wciąż szarpane. 
Nadchodzi czas, w którym oddam to, co powinnam.

Ale dzisiaj...


... dzisiaj tylko dopiję kawę, uśmiechnę się i musnę ustami mój ukochany spokój.
Sztuka jest najgłupszą rzeczą jaką wymyślił człowiek , a skoro ją wymyślił, nie mogło jej być wcześniej. Wykreowana przez artystę na potrzebę artystów, całkowicie pozbawiona logiki. Decydują o niej gusta i guściki, na temat których się nie dyskutuje, a bez których sztuka nie ma żadnej wartości. Nikt nie jest w stanie ocenić jej sensu, bo nie istnieje. Są tylko artyści z niespełnionymi ambicjami uważający siebie za bóstwa, bo robią coś, co nikomu się nigdy nie przyda.