przez Martę Kilian

17 lipca 2014

wariacja wieczorna

"To tak, jak z pewnością. Kiedy spotykasz mężczyznę, wiesz od razu czy to osoba z którą coś cię łączy. Może to wpływ tej samej pełni księżyca latem, kiedy nie znając się leżeliście na trawie czując, że czegoś w sercu brakuje, albo kąpieli w morzu tego samego wieczoru, na tej samej plaży wciąż nie wiedząc o sobie. Nie wiadomo skąd jest ta pewność, że się znacie i że to właśnie siebie szukaliście. To się pojawia w tym samym momencie, kiedy pierwszy raz spojrzycie sobie w oczy. Wiesz, że kochasz i tyle, bez zbędnych ceregieli."




4 lipca 2014

przerywnik lipcowy

Herbata się kończy, droga do kuchni taka daleka, a głos Raya Wilsona jak zawsze kojący, w piosence która od ponad 4 lat jest nieustannie na mojej liście odtwarzania, czyli "Constantly reminded". Moja ulubiona piosenka. Zdecydowanie i bezsprzecznie.
Uwielbiam. Mogę słuchać wiecznie. Piosenka, którą czuję, choć nie przeżyłam (i nie przeżyję) jej historii. Piosenka napisana sercem, która do serca trafia, przynajmniej taką mam nadzieję. Jeśli to błąd, niech nikt mnie nie wyprowadza nigdy z tego błędu.


Czytaliście Bestię, prawda? Nienawidzę tego wiersza. Dodałam go tylko ze względu na wieczne marudzenie mej kochanej Ch. i faktu, że był już publikowany. Pamiętam, kiedy był pisany. Pamiętam siebie zamkniętą w łazience, płaczącą z bólu i tęsknoty, której nawet mój Ukochany nie potrafił we mnie naprawić. Tęsknoty za poczuciem bezpieczeństwa. Za prawdziwym, kochającym swoją rodzinę ojcem, nie tym tyranem, tą bestią która jeszcze przed moim przyjściem na świat wybrała kogoś innego...
Czasami słuchając "constantly reminded" myślę o nim. O człowieku, przez pryzmat którego byłam oceniana całe życie, który powinien być symbolem bezpieczeństwa, a został znakiem największego zagrożenia. Jego twarz w mojej głowie. Mój strach. Niechęć. Obrzydzenie. Nienawiść. Stracone lata.
Nie mam "smaków dzieciństwa". Nienawidzę wspomnień z dzieciństwa. Nienawidzę swojej młodości. Nienawidzę wszystkich sekund przed poznaniem mojej miłości życia.

Całe życie desperacko szukałam kogoś, kto mógłby mi pomóc siedząc przy mnie, mieć do kogo uciec w nocy kiedy znowu się to zacznie. A kiedy myślałam, że znalazłam - myliłam się. Ale dzięki temu poznałam kogoś takiego naprawdę...
Jest mi żal. Tylko żal. Mogłam te lata przeżyć lepiej, z moimi przyjaciółmi i rodziną. Co jak co, ale rodzinę (tatusia nie wliczam, oczywiście)  i przyjaciół mam wziętych prosto z marzeń. Dla nich mogłabym to przeżyć jeszcze raz. Poród też. Nawet milion razy... jeśli tylko miałabym znowu jego dłoń do trzymania, a właściwie, to palce do łamania... :-)

I znowu spadło na moje nieustanne szczęście. Na mężczyznę, który jest dla mnie największym poczuciem bezpieczeństwa.  No i cóż z tego, jak wg "amerykańskich naukowców" zostało nam pół roku miłości, trzeba korzystać! :-)

Nauczyłam się o tym mówić.
Nie tęsknię już za wyimaginowanym, prawdziwym, kochającym ojcem.






Czas nie leczy ran. 
Czas zabija nadzieję. 
Sztuka jest najgłupszą rzeczą jaką wymyślił człowiek , a skoro ją wymyślił, nie mogło jej być wcześniej. Wykreowana przez artystę na potrzebę artystów, całkowicie pozbawiona logiki. Decydują o niej gusta i guściki, na temat których się nie dyskutuje, a bez których sztuka nie ma żadnej wartości. Nikt nie jest w stanie ocenić jej sensu, bo nie istnieje. Są tylko artyści z niespełnionymi ambicjami uważający siebie za bóstwa, bo robią coś, co nikomu się nigdy nie przyda.